Czyli jak skopać film, który zepsuł dobrą książkę
Autor: Michał Sołtysiak

Od Autora
Dzięki pomocy Beverly Hills Video, serwis Poltergeist otrzymał szansę recenzowania filmów związanych z szeroko rozumianą fantastyką, obrazów, które nie weszły nigdy na ekrany kin, a tym samym, zazwyczaj są mało znane. Jest więc szansa, że uda się odnaleźć jakieś perły, które nie będąc superprodukcjami z wielką reklamą, weszły tylko do kin studyjnych, lub są do znalezienia na pólkach wypożyczalni. Oczywiście pojawią się tu też recenzje zupełnych knotów, ale bądźmy dobrej myśli. Może czasem trafi się jakaś "filmowa perła". Dlatego zapraszam do współpracy przy tym recenzowaniu. Jeśli znacie jakieś dobre filmy, które uznajecie za warte przedstawienia szerszemu gronu, to piszcie swoje opinie lub chociaż dajcie nam znać, być może uda nam się je znaleźć i opisać.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Serdeczne Pozdrowienia
Michał Sołtysiak
Robert Heinlein w 1959 roku napisał książkę, która ukazała się w Polsce pod tytułem
Kawaleria Kosmosu. Jest to klasyk science fiction, jedna z najlepszych książek antywojennych jakie napisano w tym gatunku. Dorównuje jej, być może, jedynie
Wieczna wojna Haldemana. Dopiero w 1997 Paul Verhoeven nakręcił jej ekranizację. Ukazał w niej bardzo niewiele z klimatu książki i bardzo wiele zmienił. Film dla znających książkę był słaby, ale doceniono efekty i sprawność realizacji. Dla innych była to całkiem nieźle zrobiona
space opera. O drugiej części mówiło się od dawna, jednak dopiero rok temu ukazała się, i to tylko w wersji video, bo dystrybutor nie zdecydował się na pokazanie tego filmu w kinach. Miał rację.
Dla nieznających pierwszej części krótko streszczę: w niedalekiej przyszłości Ziemianie napotykają na swej drodze cywilizację insektoidów, nazwanych Robalami. Oczywiście wybucha wojna, a dzielni żołnierze Federacji Ziemskiej starają się pokonać wroga. W pierwszej części niejaki John Rico kończy obóz szkoleniowy i wyrusza na wojnę. Cześć druga dzieje się kilka lat po pierwszej, ale mimo to mają ze sobą niewiele wspólnego. Nie ma nikogo ze starych bohaterów.
Film otwiera, podobnie jak pierwszą część, filmik propagandowy, mówiący o tym, by wstępować do Armii Federacji i walczyć z Robalami. Następnie zaczyna się właściwa akcja. Na planecie, gdzie toczą się ciężkie walki z wrogiem, zagubiony oddział wojsk Federacji przedziera się przez burzę piaskową, a za nimi pędzą Robale, które, w stosunku do pierwszej części, poruszają się straszliwie wolno. Żołnierze trafiają na opuszczoną bazę i tam, tak naprawdę, rozegra się cały dramat. Znajdują w niej uwięzionego bohatera - Kapitana Daxa (w tej roli, znany z serialu Sentinel, Richard Burgi), który, jak podejrzewają, zabił swojego dowódcę. Pośród osób z oddziału jest ich, obdarzony zdolnościami psionicznymi, dowódca - medium (tzn. tak tłumaczą Psyker), twarda pani sierżant, para młodych zakochanych, zdegradowana kapral Sahara (Pollen Porch), która również ma zdolności paranormalne. Za nimi przybywa samotnie generał prowadząc trójkę maruderów z rozbitych oddziałów. Zaczyna się odliczanie czasu do ataku Robali - prawdziwego oblężenia.
Film zawiera wiele ciekawych elementów, sztandarowych dla filmów wojennych, tzn. starego, cynicznego żołnierza, który oczywiście jest mistrzem w swym fachu, dowódcę, który trzyma się bardziej przepisów niż rzeczywistości, zranioną kobietę - babochłopa, która wali facetów po pyskach, smagłego podrywacza, sexbombę, która stara się uwieść każdego z oddziału, przemowy umoralniające, zdrajcę, żywego trupa w szafie, a nawet kobietę w ciąży i jeszcze wiele innych elementów pogłębiających psychologię filmu. Zabrakło za to, choćby przeciętnej, fabuły. Poza tym jest tu wiele obrzydliwych scen tryskającej krwi. W walkach pomiędzy ludźmi lepiej jest komuś uciąć głowę kuchennym tasakiem, niż zastrzelić, bo wtedy bardziej tryska "kechup". Oczywiście nie byłby to film science fiction, gdyby nie było nawiązań do Obcego, a więc paskudnych Robali, podobnie jak w
Stargate, wychodzących z ust. Dodatkowo, wszyscy mają swoje tajemnice, a wróg jest także wewnątrz bazy.
Efekty specjalne są średnie, bo mamy tylko trzy rodzaje Robali i nie są one zbyt przekonujące. Najgorsza jest za to gra aktorów. Richard Burgi (znany z seriali) stara się, ale idzie mu słabo. Jedynie Pollen Porch w roli naiwnej Sahary zdaje się być w miarę naturalna. Ten film wygląda jak typowa sesja RPG. Tzn. wrzucamy graczy w środek zagrożonego obszaru, co jakiś czas robimy im atak obcych, a oni sami zajmują resztę czasu scenami obyczajowymi. Potem atak piątej kolumny i sadystyczny MG, (tu czyt. Reżyser) po kolei eliminujący graczy. Kolejną kwestią jest to, że w zamyśle,
Żołnierze Kosmosu Verhoevena byli filmem z akcentami antywojennymi, tutaj jest po prostu wyżynka. Ten film mógłby się nazywać "Atak Robali", ponieważ nie ma prawie nic wspólnego, nawet z klimatem pierwszej części. Chciałbym powiedzieć coś dobrego, ale nie mogę. No może tyle, że film jest dość krótki.
Żołnierze Kosmosu 2 nie są dobrym kinem, ale sam pomysł fabuły może posłużyć za dobrą przygodę do RPG, nikt nie będzie gorszy od postaci z filmu. Może być to materiał także na niezłą kampanię, bo zabijanie Robali ma w sobie coś z bardzo trendowej w dzisiejszych czasach walki z zarazkami, bakteriami i insektami z pomocą np. Domestosa. Nie polecam, to na pewno nie jest perła.
Ocena:
2 / 6
Tytuł: Starship Troopers 2: Hero of the Federation
Reżyseria: Phil Tippett
Scenariusz: Edward Neumeier
Obsada: Bill Brown, Richard Burgi, Kelly Carlton, Cy Carter, Sandrine Holt, Ed Lauter, Collen Porch
Muzyka: ohn W. Morgan, William T. Stromberg
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2004
Czas projekcji: 88 min.
Waszym zdaniem...