Grasz w zielone?
Autor:
Kamil 'New_One' JędrasiakRedakcja: Martyna 'Saya' Urbańczyk
Zielona latarnia to najnowsza ekranizacja komiksu, przewidziana i zaplanowana na kolejny wielki wakacyjny hit. W porównaniu z Supermanem, Spider-Manem czy Batmanem, Green Lantern nie jest aż tak popularnym superbohaterem w kraju nad Wisłą. Nie oznacza to wprawdzie, że brakuje mu polskich fanów, ale w przeciwieństwie do filmów o wspomnianych herosach, których tytuły/logo same w sobie stanowią reklamę, przygody Hala Jordana wymagają jednak dodatkowego marketingu. Nie dziwi zatem wydanie w naszym kraju filmu, poprzedzającego kinową premierę tego blockbustera. I tak oto na nasz rynek trafiło niedawno DVD z pełnometrażową animacją Zielona Latarnia. Szmaragdowi Wojownicy., wyprodukowaną przez twórców nadchodzącego hitu z Ryanem Reynoldsem.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
"Oparty na historii uznanych scenarzystów: Geoffa Johnsa, Alana Burnetta i Dave'a Gibbonsa, ten pełnometrażowy animowany film DC Universe ukazuje bogatą mitologię świata Zielonej Latarni w sześciu połączonych ze sobą opowieściach." Przynajmniej taki opis można przeczytać na okładce DVD. Czy jest on trafiony? I tak, i nie. Pomijając kwestię wierności adaptacyjnej, na temat której najlepiej wypowiedzą się fani komiksów, warto przyjrzeć się temu, jak owa mitologia została w filmie wprowadzona.
Na tym polu
Szmaragdowi Wojownicy wypadają nieźle, ale nic ponadto. Dobrym pomysłem okazało się połączenie sześciu epizodów w jedną całość, w której przed starciem z Kronem, odwiecznym wrogiem Strażników Wszechświata, członkowie Korpusu Zielonej Latarni opowiadają swoje największe przygody nowej rekrutce. Każda historia przybiera więc formę retrospekcji, a wszystkie one stanowią kompletne mikro-narracje. Słowo "kompletne" w powyższym zdaniu rozumieć należy tak, iż każda z przygód jest w zasadzie samowystarczalna i mogłaby być krótkometrażowym filmem animowanym.
Inna kwestia to spójność i złożoność poszczególnych epizodów, która niestety pozostawia wiele do życzenia. Ktoś, kto wiedzę o świecie Zielonych Latarni czerpałby tylko ze
Szmaragdowych Wojowników może odnieść wrażenie, że w obrazie tym, oprócz kilku rażących absurdów (jak choćby finał), jest również parę większych lub mniejszych "dziur" i niedopowiedzeń. Z drugiej strony, dokładne naszkicowanie złożonego uniwersum w osiemdziesięciominutowym filmie, poruszającym wiele różnych wątków, mogłoby okazać się niewykonalne. Poza tym, niewykluczone, że część niejasności zostanie wyeliminowana wraz z filmem aktorskim lub ewentualnymi kontynuacjami animacji.
Ważne, że mimo tych kilku wad, fabuła jest naprawdę wciągająca i nakreśla dużą różnorodność świata i bogactwo historii Zielonych Latarni. W związku z tym
Szmaragdowych Wojowników ogląda się z ciekawością i przyjemnością. Na tę ostatnią wpływa też niezgorsza kreska, wyraźnie łącząca estetykę azjatyckich i amerykańskich filmów animowanych. Różnorodności fabularnej towarzyszy więc pewien eklektyzm stylistyczny, a efekt końcowy jest naprawdę zadowalający. Szczególnie ładnie wyglądają wszelkie dymy, wybuchy i rozbłyski, które razem z całkiem niezłymi animacjami ruchu, owocują wrażeniem sporej dynamiki całości, a to zdecydowanie dobrze wpływa na jej odbiór.
Nieco gorzej wypadają natomiast modele niektórych postaci i minimalny brak konsekwencji. Twórcy postanowili bowiem utrzymać względnie niską kategorię wiekową? (PG) dla swojego filmu i ugrzecznili go bardzo, w związku z czym dziwi nieco krew, która pojawia się tylko w jednej ze scen (choć w niemal niezauważalnej ilości). Uwagi te mogą mieć jednak charakter skrajnie subiektywny, a poza tym nie psują pozytywnego wrażenia, jakie w ogólnym rozrachunku sprawia warstwa wizualna
Szmaragdowych Wojowników.
Równie dobrze wypada ścieżka dźwiękowa. Polskie wydanie DVD umożliwia oglądanie filmu z lektorem (wybór padł na Piotra Borowca, który jak zwykle sprawdził się świetnie) oraz z napisami. To o tyle zasadne, że oryginalny dubbing jest naprawdę dobry. Głosów postaciom użyczyli między innymi Nathan Fillion, Jason Isaacs, Elizabeth Moss, Henry Rollins i Arnold Vosloo, a brak Ryana Reynoldsa w obsadzie nie ma znaczenia. Również efekty dźwiękowe towarzyszące akcji są bardzo udane, choć podobnie jak kolory, sprawiają wrażenie nieco "plastikowych", tudzież "pastelowych" (określenia te, choć odnoszą się zwykle do warstwy wizualnej, wydają się oddawać wybraną przez twórców estetykę także w warstwie audialnej). Taka stylistyka jak najbardziej sprawdza się jednak w tym wypadku.
Pisząc o polskim wydaniu DVD, za które odpowiada Galapagos Films, warto zaznaczyć obecność na płycie dwóch materiałów dodatkowych, zapowiadających filmy
Batman: Year One i
All-Star Superman. Nie są to jednak zwyczajowe, normalne
trailery, a ukazujące pracę na planie i wypowiedzi osób zaangażowanych w projekt
sneak peeki. Poza tym nic szczególnego na ten temat napisać nie można. Standardowo, mamy do czynienia z możliwością wyboru kilku wersji językowych, o czym wspomniałem już wcześniej, oraz z podziałem na sceny. Jedynie do tego ostatniego mógłbym się nieco przyczepić, jako że nie mamy do niego dostępu z poziomu menu, a jedynie za pomocą opcji "przerzuć dalej" w odtwarzaczu. Co gorsza, podział dokonany jest dość niefortunnie, w kilku miejscach wręcz wrzucając widza w sam środek akcji lub dialogu.
Nawet mając na uwadze pojedyncze mankamenty, których w
Zielonej Latarni. Szmaragdowych Wojownikach. można kilka znaleźć, film stanowi całkiem niezłą dawkę rozrywki. Inna sprawa, że jako wprowadzenie do świata Zielonych Latarni, animacja ta sprawdza się o tyle, że jest w stanie nakreślić pewne rozbudowane tło fabularne. Nie opisuje go wprawdzie szczegółowo i operuje raczej ogólnikami, przez co wskazać można pewne, wspomniane wcześniej, niejasności fabularne, ale jako naszkicowanie uniwersum,
Green Lantern: Emerald Knights (oryginalny tytuł) uznać można za film jak najbardziej udany i wart zainteresowania.
Waszym zdaniem...