Zmiany na dobre
Autor:
Marcin 'malakh' ZwierzchowskiRedakcja: Iwona 'Ivrin' Kusion

Najnowsza odsłona wamirzo-wilkołaczej wojny przenosi nas w czasy średniowiecza, gdzie nie ma broni maszynowej i nabojów z ultrafioletem. Wybór ten, wymuszony na twórcach poprzez rezygnację Kate Beckinsale z roli Seleny, wyszedł na dobre. Owszem, próżno dopatrywać się rewolucji, jednak po raz pierwszy film z serii
Underworld ma widzowi do zaprezentowania coś poza efektami specjalnymi – bardzo dobre aktorstwo.
Opowieść skupia się na dwóch postaciach: Viktorze (Bill Nighy) i Lucianie (Michael Sheen). Pierwszy z nich to władca wampirzego rodu, drugi, jego pupil, niekoronowany przywódca Lykanów. Przez długi czas panuje wygodne dla arystokratycznych krwiopijców status quo – pracujące niewolniczo wilkołaki umacniają ich fortecę i strzegą jej za dnia, a ewentualne wyzwoleńcze zakusy skutecznie ograniczają specjalne obroże. Jednakże, głównie za sprawą Luciana, okrutnie traktowani Lykanie coraz częściej zaczynają myśleć o wolności. On sam pragnie tylko jednego – córki Viktora, Sonji. Mało oryginalny wątek
międzyklasowej miłości, wykorzystany przez filmowców już w pierwszej odsłonie serii, nie zdominował jednak filmu. Reżyser skupił się przede wszystkim na relacji pomiędzy liderami dwóch ras, a zakazane uczucie, łączące parę kochanków, zostało zredukowane do minimum.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
I dobrze, ponieważ był to zdecydowanie jeden z najsłabszych elementów filmu, głównie za sprawą drewnianej Rhony Mitry. Angielska piękność, mająca zastąpić wojowniczą Selenę, sprawdzała się jako zbuntowana córka, jednakże kreacja kochanki po prostu ją przerosła. W jej wyznaniach brakowało czułości, mocy i wiary, jaką widz mógł obserwować u jej partnera. Wcielający się w Luciana Brytyjczyk godnie partnerował Billowi Nighy, a ich aktorstwo w pewnym stopniu rekompensowało widzowi niedociągnięcia
Buntu Lykanów. Niedociągnięcia, których w obrazie Tatopoulosa na pewno nie brakowało.
Przede wszystkim, w oczy kuło wyraźne lekceważenie przez twórców realiów historycznych. Ich średniowiecze niewiele wspólnego miało z rzeczywistym obrazem tamtych czasów, przypominało raczej uboższą wersję filmowego Śródziemna. Jakkolwiek trzecia odsłona serii o wojnie nieśmiertelnych nie była już tak efekciarska, jak poprzednie, nie znaczy to wcale, że obyło się bez retuszowania wielu elementów scenografii. Od fikuśnych wampirzych zbroi, poprzez strzelające futurystycznymi shurikenami miecze,
kusze maszynowe, aż po dziwaczne bicze. Najwyraźniej twórcy uznali, że skoro to film fantasy, na wiele rzeczy można przymknąć oko, ot chociażby na wschodzące i zachodzące na życzenie słońce.
Owszem,
Bunt Lykanów niewiele ma wspólnego z ambitnym kinem i świadomie poświęca zdrowy rozsądek na ołtarzu efektownej akcji, niemniej, jako obraz czysto rozrywkowy, się broni. Estetyka walki wręcz, czy też z użyciem broni białej, lepiej wykorzystuje potencjał wampirzo-wilkołaczej konfrontacji, aniżeli dwie poprzednie odsłony cyklu.
Idąc do kina na trzecią część
Underworldu trzeba być świadomym, czego należy się spodziewać. Podobnie, jak w przypadku dwóch poprzednich odsłon, film ten przede wszystkim nastawiony jest na efektowne pojedynki i quasi-horrorową konwencję w scenach z pełni przemienionymi wilkołakami, a wszystko to podane w komputerowo zgradingowanym sosie.
Bunt Lykanów jednakże do znanej nam mieszanki dorzuca jeszcze bardzo dobre aktorstwo, w wykonaniu Sheena i Nighy’ego, którzy wespół na swych barkach dźwigają ciężar tej produkcji. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest to jeden z tych filmów, których oglądanie wymaga sporych pokładów wyrozumiałości.
Waszym zdaniem...