Akcja na śmierć i życie.
Autor:
Krzysztof 'Azgaroth' PietrzykRedakcja: Martyna 'Saya' Urbańczyk
Turniej to jeden z tych filmów, które nie imponują głęboką fabułą, aktorstwem czy inteligencją scenariusza, a mimo wszystko widz bawi się na nich całkiem nieźle. Prosta, łatwa i przyjemna rozrywka na nudne popołudnie.
Tytułowy turniej skupia najlepszych zabójców na świecie. Co siedem lat spotykają się w jednym miejscu, by walczyć o sławę i pieniądze. Cały przebieg rywalizacji, dzięki systemowi monitoringu miejskiego, jest obserwowany przez bogatych widzów. Kolejna edycja zawodów zawitała do jednego z miast Wielkiej Brytanii – państwa o najlepiej rozwiniętej sieci kamer miejskich na świecie. Jednak tym razem nie wszystko idzie zgodnie z wytyczonym scenariuszem - do rozgrywki przez przypadek dołącza pewien pechowy ksiądz.
Film w reżyserii Scotta Manna to typowy przykład kina, w którym fabuła zajmuje drugorzędne miejsce względem akcji, która sama w sobie ma być źródłem rozrywki. Tempo jest szybkie, a strzelaniny krwawe. Nie zabrakło również takich atrakcji, jak pościgi czy wybuchy. Pojedynki są nieźle sfilmowane i na szczęście pozbawione modnych dodatków typu
bullet-time. Wszystko jest tak zrealizowane, jakbyśmy oglądali kino z lat osiemdziesiątych. Moim zdaniem to duży plus – wolę taką klasyczną akcję, niż "przebajerowane" strzelaniny, w których nie tylko nie ma za grosz logiki, ale również jakichkolwiek praw fizyki. Niestety, cała ta parada akcji po jakimś czasie staje się nużąca, a film nie oferuje niczego ponad to.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Fabuła ani nie zachwyca, ani nie odrzuca. Filmów, które prezentują jakiś krwawy turniej powstało już sporo. Wystarczy dla przykładu wymienić takie tytuły jak
Uciekinier,
Gamer czy
Battle Royale. Pod tym względem
Turniej nie prezentuje niczego nowego, ale przynajmniej wszystko jako tako trzyma się kupy i nie razi nadmierną głupotą. Widzowie mogą obserwować zabójców z różnych stron świata, posługujących się zróżnicowaną bronią oraz strategią. Niestety postacie nie są na tyle wyraziste, by mogły zapisać się w historii kina akcji. Pomimo różnic w wyglądzie zewnętrznym, dla widzów pozostają w większości anonimowymi kliszami.
Trójka głównych bohaterów mimo tego, że jest dłużej na ekranie, nie wybija się znacznie ponad przeciętność. Najciekawszą postacią jest pechowy ksiądz MacAvoy (Robert Carlyle), do którego należą najlepsze i najzabawniejsze momenty filmu. Kilka scen z jego udziałem jest bardzo zabawnych i choć trochę urozmaicają fabułę
Turnieju. Jest to też postać najlepiej zagrana. Większość dialogów jest drętwa i wstawiona chyba tylko po to, by, choć na chwilę przerwać akcję. Poza tym film niemy byłby z pewnością trudniejszy w odbiorze, a tak – kilka postaci coś tam powie o tym, jak im ciężko być zawodowymi zabójcami, żeby widzowie nie mogli zarzucić twórcom braku urozmaicenia.
Turniej to mało wymagająca, ale w gruncie rzeczy przyjemna rozrywka. Dla osób, które lubią pooglądać krwawe strzelaniny, film będzie idealny. Ten obraz może i nie zapisze się w historii kinematografii, ale na pewno pozwoli w miarę przyjemnie spędzić czas.
Waszym zdaniem...