11-04-2008 20:14

Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street

Autor: Anna Szupiluk
Redakcja: Klaudia 'Marigold' Najdowska

Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street Uczciwy i prawy fryzjer - Benjamin Baker - skrzywdzony okrutnie przez los w osobie niegodziwego i wpływowego lubieżnika (a jakże), sędziego Turpina, powraca po latach w rodzinne strony jako Sweeney Todd, by odpłacić prześladowcy pięknym za nadobne. A że nie jest hrabią Monte Christo i obce są mu misterne knowania, w ramach zaprawy przed ostatecznym aktem zemsty podrzyna gardła klientom własnego zakładu, zaopatrując przy okazji pobliską knajpkę w farsz do pasztecików pałaszowanych z lubością przez gości.

Tim Burton, dyżurny oryginał wśród reżyserskiej braci, tym razem zaryzykował niepospolity mariaż musicalu ze stylizowanym horrorem. Całość okrasił typową dla siebie konwencją kina grozy w wiktoriańskich dekoracjach, czarnym humorem, ironią i potężną dawką posoki.

Pod względem wizualnym film ociera się o perfekcję, kreując mroczny, złowieszczy, niemal cmentarny Londyn niczym z sennych majaków doktora Caligari, zmieniający się w cukierkowe, pełne słońca miasteczko, gdy bohaterowie zatapiają się w sferę marzeń. Na tle gotyckiej scenografii prezentują się groteskowe postacie rodem z posępnej baśni, wśród nich Sweeney Todd (Johnny Depp) - z włosem rozwianym na podobieństwo Beethovena, bladą cerą, plasujący się gdzieś między archetypem szalonego artysty a upiornym bohaterem opowiadań Edgara Alana Poe. Jego wspólniczka – pani Lovett (Helena Bonham Carter), z fryzurą à la "udane sianokosy", przypomina żeńskie wcielenie Frankensteina. Wszystko to podane w spektakularnie przerysowanej, teatralnej formie, sprawiającej, że nawet nieustanna krwawa jatka nabiera wręcz perwersyjnego uroku i malarskości.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Choć więc krew tryska fontannami i leje się szerokim strumieniem, afektowana formuła postawiła makabrę w krzywym zwierciadle, przydając jej cech groteski zamiast defilady okrwawionych kostiumów. Burton nie epatuje sadyzmem – krew jest częścią świata jego psychotycznych bohaterów, a jednocześnie kolejnym elementem scenografii, łamiącym monochromatyczną estetykę przestrzeni. Wywijający brzytwą golibroda, przypomina tancerza diabolicznej trupy lub malarza z pędzlem w dłoni, a tylko niekiedy – zupełnego psychopatę.

Zgodnie z tą konwencją, ścieżka dźwiękowa w Sweeney Todd to feeria monumentalnych partii organowych rodem z Jana Sebastiana Bacha, a liczba partii wokalnych zbliża ją wręcz do operetki. Piosenki stanowią nie tyle efektowne cezury dla kolejnych scen, ale integralną część historii. Śpiewający brzytwom serenady Johnny Depp i wyśpiewująca melancholijne frazy o pasztecikowym biznesie Helena Bohnam Carter oraz szaleńcza makabra w rytm wokalnych popisów wpisują się doskonale w paradoksalny burtonowski świat z pogranicza snu i fantazji. Prawdziwie surrealistyczna uczta.

Musicale dalekie są od powierzania fabule roli wykraczającej ponad tę, która nakazuje filmowi opowiedzieć jakąś historię. Opowieści są więc proste jak gminna gawęda i trudno doszukiwać się w nich wielowątkowej epopei naznaczonej psychologiczną analizą. Na szczęście dla filmu, jego obsada to nie ułomki, ale tuzy światowego kina, dzięki którym Sweeney Todd nie jest jedynie rozśpiewanym horrorem. To opowieść o człowieku, który, tracąc wszystko, kieruje się ku jedynej znanej mu ziemskiej namiętności – zemście. Ta żądza sprawia, że staje się mordercą gotowym zabić każdego. Wegetuje we własnym świecie, stale patrząc w przeszłość i nie ma w życiu celu poza poderżnięciem gardła swemu oprawcy. Jego Nemezis to wyzuty z zasad lubieżnik, którego pojęcie sprawiedliwości przypomina dziewiętnastowieczny powrót Torquemady, zaś wspólniczką – platonicznie zakochana wdowa, rozpływająca się w marzeniach o małżeństwie i macierzyństwie.

Sweeney Todd: demoniczny golibroda z Fleet Street to nie kino wybitne, ale charakterystyczne i oryginalne, w warstwie fabularnej proste jak budowa cepa, ale wizualnie olśniewające. Choć podjętym tematem film śmiało mógłby stawać w szranki z Wesem Cravenem, nie usiłuje siać przerażenia. Tym samym ktoś, kto nigdy nie zetknął się z twórczością Tima Burtona, będzie oglądał film z przekonaniem, że trafił na inną planetę. Łącząc musical z horrorem, reżyser wpadł na karkołomny pomysł, który może okazać się widzom trudniejszy do zaakceptowania od seansu na fotelu dentystycznym. Tymczasem największym atutem obrazu jest właśnie pomysł i jego realizacja. W końcu nieczęsto zdarza się oglądać neogotycki musical o maniakalnym mordercy. A kiedy śpiewa Alan Rickman – strach się bać…
Tytuł: Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street
Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: John Logan
Obsada: Johnny Depp, Helena Bonham Carter, Alan Rickman, Timothy Spall, Sacha Baron Cohen
Muzyka: Stephen Sondheim
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Data premiery: 22 lutego 2008
Kraj produkcji: USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2007
Czas projekcji: 116 min.



Słowa kluczowe:

Alan Rickman, Helena Bonham Carter, Johnny Depp, Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street, Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street, Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street, Tim Burton

Powiązane artykuły:

» Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street
» Harry Potter i Insygnia Śmierci: część II (recenzja - WhiteMagic)
» Harry Potter i Insygnia Śmierci: część II (recenzja - Azgaroth)
» Harry Potter i Insygnia Śmierci: część I (recenzja - WhiteMagic)
» Harry Potter i Insygnia Śmierci: część I (recenzja - Azgaroth)

Powiązane noty:

» Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street
» Alicja w Krainie Czarów
» Mroczne cienie
» Ed Wood
» Harry Potter i Insygnia Śmierci: część II

Powiązane wieści:

» Zwiastun Alicji w Krainie Czarów
» Depp jako Szalony Kapelusznik
» Rośnie obsada Alicji w Krainie Czarów
» Pierwszy zwiastun Mrocznych cieni
» Depp jako wampir w filmie Burtona


Waszym zdaniem...

~Elkh

Użytkownik niezarejestrowany
Ocena:
0
(+1) [troll]
Już od dość dłuższego czasu zabieram się za obejrzenie filmu. Po przeczytaniu recenzji wzięła mnie jeszcze większa chęć na zapoznanie się z dziełem Burtona.
11-04-2008 23:25
malakh
Ocena:
0
(+1) [troll]
A mi się w musicalu podobało praktycznie wszystko, oprócz muzyki...

A kiedy śpiewa Alan Rickman – strach się bać…

Takiemu aktorowi wszystko się wybacza;D

A własnie, trochę zabrakło mi chociażby akapitu o aktorstwie. Bo pierwszy plan jako tako, ale Sacha Baron Cohen i Timothy Spall - miodzio!
12-04-2008 11:21
Siman
Ocena:
0
(+1) [troll]
Paskudny spojler w pierwszym akapicie. Gdybym przed obejrzeniem filmu znał późniejsze losy wdowich pasztecików, film straciłby sporo uroku. :P
Ale poza tym świetna recenzja, miła w odbiorze i pokrywająca się z moją opinią o filmie, może poza określeniem filmu jako cep fabularny. Owszem, fabuła jest prosta, ale nie prostacka, a od strony literackiej dla mnie kwestie wyśpiewywane przez bohaterów były nieraz naprawdę świetne. Natomiast bohaterowie są IMO wyraziści i wiarygodni w najlepszym możliwym stopniu, na jaki można sobie pozwolić w tego typu konwencji (może poza laleczkowatą córeczką Todda).
12-04-2008 18:14






Konto Polter Plus
Star Wars Uniwerse, Gwiezdne Wojny

Konkurs

Blogują

21 V :: de99ial :: Niekończąca się radioaktywno... (3)
20 V :: Squid :: Stara szkoła na jednej stronie (28)
20 V :: Szponer :: Wrażenia z Nocnego Festiwalu... (71)
20 V :: zigzak :: Moja idealna mechanika - Jaka... (58)
20 V :: repek :: Bayern Forever (29)
19 V :: Rysia777 :: Babskie Granie, sesja 2 (32)

Na forum

avatar Odpowiedzi: 28
Ostatni post: earl
avatar Odpowiedzi: 13
Ostatni post: ojciec mateusz
avatar Odpowiedzi: 36
Ostatni post: Rukasu
Odpowiedzi: 85
Ostatni post: 8547
avatar Odpowiedzi: 1
Ostatni post: dreamwalker

Najaktywniejsi

avatar
1. New_One
219 pkt.
avatar
2. Scobin
61 pkt.
avatar
3. Fiszer
51 pkt.
avatar
4. Bortasz
25 pkt.
avatar
5. repek
13 pkt.
avatar
6. luke.orlowsky
11 pkt.
avatar
7. Saya
9 pkt.
avatar
8. earl
8 pkt.
avatar
9. Lulami
4 pkt.
avatar
10. Andman
3 pkt.
» Więcej o punktach

Facebook