Autor:
Maciej 'Aureus' GajzlerowiczRedakcja: Iwona 'Ivrin' Kusion

O tym, że wybieram się na premierę horroru, dowiedziałem się na trzy godziny przed seansem. Około pierwszej w nocy, odrobinę zrezygnowany, przygotowałem się na najgorsze. Wierzę, że są dobre horrory – niestety, w większości przypadków bardzo trudno jest mi się bać obcych, zombiaków i duchów. Jeżeli spodziewam się na każdym kroku patetycznych melodii i upiornych wrzasków, jest mi ciężko przekonać się do zawieszenia niewiary.
Film zainteresował mnie z racji nazwiska twórcy, patronującego produkcji. Wiele powszechnie uważanych za zalety cech dostrzec można zarówno w jego własnym, głośnym
Labiryncie Fauna, jak i
Sierocińcu - niesamowita subtelność, rozciągnięte emocje, które nie ograniczają się do chwilowych wydarzeń, świetnie zarysowane sylwetki postaci, których wielką zaletą są dopracowane szczegóły, a także logiczne zespolenie całości. Teatralna zasada głosi – nie wieszaj nad kominkiem strzelby, jeżeli nie ma wybuchnąć w ostatniej scenie.
Sierociniec, pomimo swej otwartej kompozycji, jest dziełem dopracowanym i dającym nasycenie, niezawieszonym w próżni.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Wychowanka sierocińca od momentu adopcji przez nowych rodziców prowadzi szczęśliwe życie. Jest majętna, szczęśliwie zamężna i sama opiekuje się chorą sierotą. Postanawia wykupić swój dawny dom, by założyć sierociniec dla dzieci nieuleczalnie chorych i wymagających specjalnej troski. Niestety, budynek ten zawiera w sobie mnóstwo nieszczęśliwych wspomnień, które wreszcie mogą dopomnieć się o swe zasłużone miejsce w pamięci…
Kluczem do odczuwania lęku podczas podziwiania horroru jest nieświadomość fabuły i wydarzeń – a już sam plakat zdradzał mi zbyt wiele. Zatem bez zagłębiania się w akcję, skoncentruje się na technicznej stronie oraz mych wrażeniach.
Od strony wizualnej trudno nie czuć satysfakcji, oglądając dopracowane przestrzenie potężnego, wystrojonego budynku, od sufitu po piwnice sprawiającego wrażenie, iż naprawdę zamieszkiwali go ludzie. Piękne krajobrazy, świetny montaż i praca kamery oraz przekonujące efekty specjalne dopinają dzieła. Jedyne, czemu moglibyśmy postawić jakiś zarzut, to sprawiający wrażenie niskobudżetówki początek, kiedy to przedstawione nam obrazy mają po prostu niedoskonałe klisze, białe punkty i wyraźne krechy. Ale - jeżeli ktoś oglądał
Once wie, co mam na myśli – świetny film szybko odwraca od tego uwagę. Nie jest to rzecz wpływająca na odbiór całości.
Jak już wspomniałem, nie przepadam za dziełami grozy, gdyż nie jestem po prostu ich adresatem. Tym razem jednak muszę przyznać, że zostałem zauroczony. Nie mamy do czynienia z bezpośrednim odsłanianiem koszmaru, nie musimy mierzyć się z obcymi czy bestiami. Ponoć najbardziej lękamy się tego, co winno nam przynosić ukojenie, a co zostaje spaczone i zdeformowane. W
Sierocińcu dostrzegamy zdeformowaną, mroczną stronę bycia dzieckiem – na niewiele nam zda się exuperyska wizja niemowlęcej niewinności. Reakcje aktorów nie ograniczają się do krzyków, paniki i ucieczek (w zasadzie unikają tego typu zachowań). Produkcja ta kładzie duży nacisk na psychologizację, ukazanie smutku, determinacji i bólu w wyniku straty.
"Horror" staje się słowem bardzo ogólnym, powierzchownym, po części nawet krzywdzącym.
Czy to jednak znaczy, iż
Sierociniec nie straszy? Bynajmniej, jednak wyraźnie zależy to od nastawienia i doświadczenia samego odbiorcy. Moi towarzysze zgodnie stwierdzili, że zaledwie kilka scen naprawdę potrafiło zszokować, a duża część była po prostu nazbyt przewidywalna. I faktycznie – pozycja scen nastawionych na impulsywną panikę jest marginalna. Producenci skupili się na otoczce lęku, nie strachu – wiele sytuacji zostaje niedopowiedzianych, przerwanych w punkcie kulminacyjnym lub najzwyczajniej nierozwiązanych. Sam wielokrotnie szykowałem się na moment, gdy nagle wyskoczy Cośtam – w większości błędnie. Typowa tandeta zostaje zastąpiona trudną do realizacji i czasochłonną atmosferą grozy – efekt jest znakomity.

Nie znaczy to jednak, że film pozbawiony jest wad. Jedna ze scen, mająca przypomnieć widzom, że jesteśmy na horrorze, była tak banalna, że została jawnie wyśmiana przez salę – mnie z tego nie wyłączając. Do grzechów głównych zaliczyłbym oprawę dźwiękową – i to nie ze względu na jakość, której nie można nic zarzucić, ale na zastosowanie i jej rolę w produkcji. Muzyka w
Sierocińcu sprowadza się do potęgowania lęku. Nic w tym złego by nie było, gdyby nie fakt, iż często utwory były tak głośne, że czułem się po prostu walnięty w głowę siłą sugestii. Od razu przychodziła mi myśl:
"a, to teraz będzie strasznie". No i było. Ale efektu to tak wielkiego nie wywoływało, gdyż zostaliśmy zmuszeni do przewidzenia faktu. Niestety, muzyka pełni raczej funkcję
"popsuj-zabawy", co dla filmów opierających się na klimacie nie jest dobrą rekomendacją.
Rzeczą bardziej kontrowersyjną jest ilość wykorzystanych, wytartych w klasyce gatunku sztuczek. Mamy tu seanse spirytualistyczne, duchy,
"złe dzieci" i nawiedzony dom. Pomijając fakt, że każdą z tych rzeczy widzieliśmy już wielokrotnie, to całość jest w niezwykle dużym stopniu podobna do wątku z gry komputerowej
Thief: Deadly Shadows. Z jednej strony możemy uznać, że bardzo wysoki poziom eksploatacji tych szablonów i otwarta rezygnacja twórców z silenia się na oryginalność, która mogłaby przesłaniać treść, usprawiedliwia popadanie w sztampę. Moim zdaniem jest to kwestia niejednoznaczna, ale przechylająca się w stronę wad.
Ciekawił mnie też fakt, iż pomimo dużej inteligencji i wiarygodności główna bohaterka zachowywała się czasami jak osoba bardzo mało spostrzegawcza. Jako widz – amator, nie jestem geniuszem filmoznawstwa ani szczególnie tęgą głową, jednak bardzo wiele rzeczy było tak logicznych i oczywistych, że bez problemu można je było zauważyć. Niestety, Bayona chyba nie spodziewał się, iż jego enigmatyczne wizje będą tak wyraźne dla widowni i bohaterka pozostaje w tyle, jeżeli chodzi o naszą własną przenikliwość. Tak, jestem w stanie określić to jako wadę.
Na samym końcu chciałbym zwrócić uwagę, iż choć podobnie jak w
Labiryncie nie mamy tu do czynienia z morałem czy dydaktyzmem, to brakuje mi też sprecyzowanego zwrócenia uwagi na jakiś problem. Jestem osobą nadwrażliwą i skłonną do nadinterpretacji, jednak nieskrywana i jednoznaczna koncepcja
Sierocińca odbiera mu sporo w kategoriach
"głębi przesłania". Jak dla mnie film ten pozbawiony jest konkretnej rzeczy, którą chciałby przekazać widzom. Może to i lepiej, choć dla mnie nie jest to zaleta.
Sierociniec to produkcja bardzo dobra, choć nie świetna ani kultowa. Coś sobą do świata kina wnosi – dowodzi, iż utarte wzorce również mogą być fascynujące i pokazane na nowo z wielką siłą. Jakość rozrywki nie ustępuje artystycznej wizji twórcy i dzieło naprawdę warte jest wybrania się do kina. Takich filmów się nie zapomina, ale też nie pragnie się oglądania ich kilka razy, chociażby ze znajomymi. Produkcja ta nie jest
"gorsza" od
Labiryntu – jest zupełnie inną historią z wieloma cechami wspólnymi. Moja ocena wynika z zachwytu tłumionego faktem, że jest to mimo wszystko horror, rodzaj mi niechętny, przed którym stawiam bardzo duże wymagania i nad którym lubię się znęcać, doszukując się dziury w całym. Niemniej polecam
Sierociniec zwłaszcza osobom czującym sympatię do świata dziecięcych marzeń i lęków – pójdę spać bez kolacji, jeżeli się zawiedziecie.
Ocena:
4.5 / 6
Waszym zdaniem...