Polskiego tytułu nie chcecie znać
Autor: Michał Sołtysiak

Polski widz niezbyt często ma szansę poznać coś innego, niż największe dzieła kinematograficzne egzotycznych krajów. Oprócz standardowej pulpy amerykańskiej i angielskiej, rzadko kiedy widzimy na przykład: pulpę brazylijską, indyjską lub japońską. Z tym ostatnim krajem jest na tyle szczęśliwie, że o ile dociera do nas tworzona tam anime, to o japońskich filmach klasy "B" z aktorami, a nie animowanych, mało kto może coś powiedzieć. Oczywiście poznajemy dorobek Takeshiego Kitano, ale nawet Zatoichiego ciężko nazwać filmem mało ambitnym. Na półce w Beverly Hill znalazłem zaś
Returnera, przykład japońskiego pulpowego science fiction, i postanowiłem nadrobić zaległości.
Jako, że nic o tym filmie nie słyszałem, a nie chciałem czytać recenzji na sieci, zacząłem od zwiastuna. Naprawdę mi się spodobał, szybka muzyka a la James Bond, dynamiczny montaż i samoloty rozkładające się w powietrzu w "transformersy". Dodano jeszcze dużo scen strzelaniny i wybuchów. Trailer dał mi przedsmak tego co chciałem, prawdziwej pulpowej fantastyki, rodem z Japonii, bez zadęcia, bez pseudofilozofii, po prostu z akcją.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Gdy rozpoczałem oglądanie, czekała mnie niespodzianka. Rozbiegówka była niczego sobie, atak robotów z przetransformowanego myśliwca Harrier i jakieś biedne dziewczę, okutane w szmaty, biegnące w kierunku kolumny światła. Jednak potem, podczas napisów początkowych, przeżyłem szok, nie chodziło o film bynajmniej, ale o polskie napisy do niego. Proszę Państwa, mamy kolejny polski hit tłumaczeniowy tytułu. Film
Returner został nazwany
Amazonka Czasu. Serdeczne gratulacje dla tłumacza. Niestety nigdzie nie znalazłem kto tego dokonał. Zresztą tłumaczenie tytułu nie było jedyną atrakcją w polskiej wersji językowej
Returnera.
Treść filmu nie jest zbyt wydumana. Z atakowanej bazy w przyszłości (nomen omen znajdującej się w Tybecie i będącej ostatnim szańcem, najechanej przez Obcych, ludzkości), w przeszłość - do roku 2002, wyrusza młoda dziewczyna Milly. Ma ona zapobiec pierwszemu atakowi kosmitów, który ma właśnie nastąpić. Nieszczęśliwy traf powoduje, że ląduje na statku w japońskim porcie, gdzie akurat szlachetny rewolwerowiec Miyamoto, imię charakteryzujące go od razu jak dobrego i honorowego (z włosami farbowanymi na bordowo) wdał się w strzelaninę z okrutnym gangsterem Misoguchi (siwe, nastroszone włosy dodają mu straszliwości). Milly, jako uciekinierka jest początkowo rozczochrana. Oczywiście Milly i Miyamoto w pierwszej chwili nie pałają do siebie sympatią, ale to się zmieni, szczególnie wtedy, gdy losy rozbitego statku Obcych zwiążą się z zemstą na Misoguchi. Intryga ma nawet kilka zwrotów akcji, więc nie chcąc psuć wam zabawy tu skończę streszczać fabułę. Powiem tylko, że jak zwykle jest szansa uratowania całego świata, a film nie kończy się typowym Happy Endem.
W kwestii efektów specjalnych nie można narzekać. Mamy tu dużo efektownych wybuchów i strzelanin, sprytnie rozwiązaną kwestię użycia efektu "bullet - time", a owe transformujące się roboty, choć pokazywane nie są tak często jakby się chciało, naprawdę robią wrażenie. Aktorstwo też jest całkiem porządne, bo wprawdzie widoczne jest, że wymogiem konwencji jest dramatyzm i naiwność, to nie jest to aż tak irytujące. Gdy dodamy do tego prostą, lecz prawie logiczną i naprawdę wciągającą fabułę, to otrzymamy całkiem strawny obraz. Niestety polski anonimowy tłumacz dokonał swojego. Przełączyłem sobie bowiem ścieżkę dźwiękową na wersję angielską i wtedy usłyszałem cuda. Aktorzy mówią jedno, a napisy drugie, czasem nawet ich treść sobie delikatnie przeczy. Wygląda to jakby ktoś na szybko tłumaczył ze słuchu, a potem ktoś inny to redagował, nie oglądając filmu, poprawiając tylko by było gramatycznie i poprawne. Znacie już polski tytuł tego filmu. Powiem tyle, że reszta tłumaczenia nie odbiega od tego poziomem. Mam wrażenie, że ten obraz tłumaczył ktoś, kto wiedział, że i tak będzie się ten film kurzył na półkach wypożyczalni, więc nie chciało mu się przyłożyć. Tu zaś warto wspomnieć, że pomimo "wybuchowości" obrazu, dialogi są całkiem ważne w tym filmie.
Co ciekawe, porównuje się ten film do
Matrixa, co niezbyt rozumiem, chyba że chodzi o to, że Matrix wykorzystywał estetykę japońskich filmów, ale kto by zwracał uwagę na coś takiego. Dzieło Braci Wachowskich, dla zachodniego człowieka, nieznającego japońskiej pulpy, jest przecież klasyką samą w sobie i nie może być naśladownictwem czegokolwiek. Niestety oprócz stylistyki i efektów specjalnych nie zauważyłem innych podobieństw do Matrixa.
Na koniec polecę tym, którzy zdecydują się obejrzeć ten film, jeden świetny motyw. W pewnym momencie filmu pojawia się, jak w mandze, strzałka na ekranie z podpisem "LOOK" (patrz - przyp. red.), wskazująca na coś. Po zobaczeniu tego, już bez problemu wczuwa się człowiek w klimat filmu, czyli wesołej pulpy Science Fiction, o estetyce standardowej anime, tylko że z aktorami.
Jeśli lubicie sztampowe kino akcji i chcecie zobaczyć jak to robią japońscy filmowcy, to obejrzyjcie Returnera. Jeśli zaś szukacie czegoś ambitnego, to sobie darujcie. Ja spędziłem przy tym filmie prawie dwie godziny i nie narzekam. Jest to obraz akurat dla relaksu.
Ocena:
3 / 6
Tytuł: Returner (Ritaanaa)
Reżyseria: Takashi Yamazaki
Scenariusz: Kenya Hirata, Takashi Yamazaki
Obsada: Takeshi Kaneshiro, Anne Suzuki, Kirin Kiki, Goro Kishitani
Muzyka: Lenny Kravitz (piosenka przewodnia), Akihiko Matsumoto
Kraj produkcji: Japonia
Rok produkcji: 2002
Czas projekcji: 112 min.
Waszym zdaniem...