Wampiry na Mazurach
Autor:
Jarosław 'beacon' KopećRedakcja: Klaudia 'Marigold' Najdowska

Wampirza rodzina Makarewiczów osiedla się w polskiej krainie wielkich jezior i próbuje wieść spokojne wiejskie życie. Niestety dla nich, tajemnicze zaginięcia lokalnych osobistości, z listonoszem i księdzem na czele, szybko przyciągają uwagę policji i publicznych mediów. Film zaczyna się od powolnego przejazdu wokół wiejskiego gospodarstwa zajmującego się ludowym rękodziełem. Wampiry przejmują kontrolę nad interesem, a poprzedniego właściciela posesji zamykają w piwnicy stodoły, by od czasu do czasu wgryzać się w jego siniejące stopy i wysysać soki. Jak wyszło Machulskiemu przeniesienie krwiopijców w realia polskiej prowincji?
Pomimo pojawiającego się od czasu do czasu wątku społecznego, humor
Kołysanki bazuje raczej na minach i grymasach aktorów. Tak naprawdę Adam Dobrzycki nie wzniósł się ze swoim scenariuszem szczególnie wysoko. Konstrukcja fabuły pozbawiona jest zupełnie dramatyzmu czy zwrotów akcji – brnie do przodu w zatrważająco jednostajnym tempie, orząc jedynie ekran pod posadzenie miernej jakości gagów. Scenarzysta pokusił się o odrobinę inwencji tylko tam, gdzie zderzył typowe wątki życia codziennego z wampirzą naturą bohaterów – problemy dentystyczne nestora rodziny, kwestia przeprowadzki do miasta.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Odmalowana w
Kołysance wieś jest oderwana od rzeczywistości, sztuczna. Tak jakby było w niej tylko gospodarstwo Makarewiczów i wnętrze komisariatu. Szerszy obraz gminy daje wyłącznie makieta komendanta miejscowej policji. Ten grany przez Krzysztofa Stelmaszyka bohater jest zresztą jedyną ciekawie pomyślaną postacią i stanowi źródłem autentycznie interesujących gagów. Jego kolorowe figurki zaginionych i dobroduszna niefrasobliwość składają się na portret sympatycznego głupka, który do komediowej konwencji pasuje jak ulał. Dobrze prezentuje się też Małgorzata Buczkowska-Szlenkier, obsadzona w roli pani domu Makarewiczów. Zupełne inna od męża, chce przenieść się do miasta i wysłać dzieci na kurs językowy, dać im szansę na przyszłość.
Wtopą jest natomiast obsadzenie najbardziej przyciągającego uwagę nazwiska, Roberta Więckiewicza, w niemal pozbawionej mimiki i charakteru roli głowy rodziny. Jego groteskowa gra przypomina Lurcha z Rodziny Adamsów, ale wywołuje raczej zakłopotanie niż rozbawienie. Betonowa twarz może być śmieszna w epizodzie, ale gdy pojawia się co chwilę, trudno oprzeć się wrażeniu, że twórcy niezbyt trafnie rozłożyli akcenty.
Dziwaczne jest również podejście twórców do postaci wampira. Z jednej strony Makarewiczowie dysponują nadnaturalnymi zdolnościami w stylu Draculi, żyją całymi wiekami, piją krew i czyszczą pamięć swoich ofiar, a z drugiej przechadzają się swobodnie w świetle dnia (czemu, paradoksalnie, przeczy jeden z dialogów) i nie reagują na krzyże.
Czerstwy żart, marna fabuła i dobrzy aktorzy, którzy nie mieli kogo grać.
Kołysankę można sobie podarować.
Waszym zdaniem...