Precz!
Autor:
Wojciech 'Wojteq' Popek

Na początku tekstu recenzent pragnie zapewnić wszystkich Szanownych Czytelników, że jest osobą zrównoważoną, która nie lubi szukać dziury w całym i kocha sztukę filmową całym swym młodym sercem. Stara się on uczciwie chodzić do kina, płacić za bilety i dobrze się tam bawić. Uważa także, że twórcom: reżyserowi, montażystom, aktorom i całej pozostałej zgrai zaangażowanej w proces powstawania filmu, należy się jakaś gratyfikacja za trudy i znoje. Ponadto recenzent zaznacza, że ten układ działa w obie strony. Słowem - nie lubi być nabijany w butelkę.
Pewnego niezwykle pochmurnego i ponurego weekendowego popołudnia poczuł on znajomy zew. Zew nakazujący mu ubrać się, pokonać wrodzoną niechęć do zimna oraz śniegu i udać się na wędrówkę, której celem jest pobliski multiplex. Recenzent zapragnął bowiem filmu. Wtedy, co prawda, nie wiedział, że stanie się recenzentem. Zaprawdę lepiej stałoby się, gdyby został w domu. Ubrał się więc i wyruszył. Na miejscu stanął przed trudnym wyborem: Jaki film? Co wybrać? Którą ekipę filmową uhonorować możliwością oderwania go na chwilę od rzeczywistości? Recenzent wybrał
Elektrę. Coś niecoś słyszał wcześniej na jej temat, widział trailer raz czy dwa, dostał kiedyś dawno w łapki komiks z ową panią na okładce. Po udanej transakcji, kurczowo ściskając w garści bilet, udał się on do wskazanej sali, nabywając po drodze litr gazowanego napoju. Dlaczego wspominam o tak błahym z pozoru szczególe? Napój odegra bowiem ważną rolę w naszej historii.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Film rozpoczął się ciekawie. Nastrojowy głos poinformował o odwiecznej walce dobra ze złem, ilustrując ów monolog wcale ładnym wstępem, w formie ilustrowanych stron księgi. Chwilę później do akcji wkroczyła główna bohaterka - Elektra. Odziana w nieco jaskrawy, czerwony i (jakżeby inaczej) skąpy kostium Jennifer Gartner prezentowała się nad wyraz bujnie, pociągająco i imponująco. Elektra okazuje się być zawodową zabójczynią bardzo biegłą w swoim fachu. Wykonując kolejne zlecenia, ucieka przed wspomnieniami z nieszczęśliwego dzieciństwa - ojcem tyranem i tragiczną śmiercią matki. Szuka zapomnienia w doskonaleniu swej sprawności fizycznej i oziębłości emocjonalnej. Póki nie otrzymała niecodziennego kontraktu - zlecenia zabicia pewnego wdowca z trzynastoletnią córką.
Recenzent nie był wybrednym odbiorcą filmów akcji. Był w stanie ignorować drobne nieścisłości, nielogiczności i niekonsekwencje w stosunku do bohaterów opowieści i fabuły w imię dobrej zabawy - czytaj: akcji w czystej postaci - skoków, walk i akrobacji. Jednakże siedząc na tym seansie, nie wytrzymał. Historia po ciekawym, mocnym początku nieoczekiwanie zwalnia, zmuszając widza do przetrawienia kilku koszmarów nawiedzających główną bohaterkę, mających na celu przybliżenie jej przeszłości i "pogłębienie" postaci. Ani jedno, ani drugie się nie udało. Recenzent - widz pomimo usilnych starań i wytężania umysłu nie odnalazł związku między ojcem zmuszającym małą dziewczynkę do niecodziennego treningu wytrzymałościowego, a zabójstwem matki rzeczonego dziecka. Na szczęście po tak nieudanym fragmencie akcja na powrót przyspiesza, pozwalając recenzentowi chwilę poekscytować się całkiem przyzwoitymi efektami specjalnymi. Aż do kolejnej beznadziejnie cukierkowej sceny. I tak wkoło Macieju. Recenzent siedząc w fotelu na przemian się złościł i dawał udobruchać. Zaznaczyć muszę, że rzadko był zadowolony…
Film był nierówny niczym nastroje recenzenta. Obok ekscytujących walk i popisów akrobatycznych trafiają się sceny psujące cały klimat filmu akcji. Recenzent raz po raz zerkał na ulotkę promującą
Elektrę i upewniał się co do rodzaju obrazu. Jak byk stało tam, że to film AKCJI, a nie "melo-tragi-komedio-dramat"!
Jak to już zostało wspomniane wcześniej, recenzent był w stanie pójść na ustępstwa co do pewnych nieścisłości w logice fabuły, w imię mile spędzonego w kinie czasu. Jednakże widząc główną bohaterkę miotającą na lewo i prawo trójzębami, co rusz łamiącą i gubiącą je w ferworze walki, a w następnej scenie znów raźno wymachującą nowiusieńką parą, nie wytrzymał i wydał niemy wrzask wzburzenia. Zaprawdę niezbadane są zakamarki damskich torebek…
Całość ratowała nieco muzyka autorstwa Christophe Becka i Amy Lee. Tam gdzie trzeba usłyszeć można było mocne uderzenia, werble, bębny i kotły tudzież nastrojowy ambient. Słowem - ten aspekt był zrealizowany całkiem dobrze.
O poziomie gry aktorskiej recenzent nie wspomina, wychodząc z założenia, że w takiego rodzaju filmach odtwórcy głównych ról powinni poprawnie trzymać broń i przekonująco upadać. Tutaj dobrze się z tego wywiązali. Tyle na ten temat.
Recenzent wyszedł z multiplexu zawiedziony i oszukany. Pomimo tak niskich wymagań, nie otrzymał tego, na co miał nadzieję i za co zapłacił. Nie bawił się dobrze. Plując sobie w brodę podczas powrotu do domu, dziękował Wielkiemu Reżyserowi za myśl o nabyciu litrowego napoju z rurką, dzięki czemu nie nudził się zbytnio podczas seansu i dotrwał do końca po raz tysięczny czytając napisy na kubku i przygryzając rurkę. Po bólu recenzent napisał powyższy tekst, dając upust swej frustracji, bezsilności wobec autorów tego "dzieła" i tęsknocie za zmarnowanymi pieniędzmi, które mógł przecież spożytkować lepiej np. spalić lub wyrzucić.
Recenzent pragnie ostrzec wszystkich przed kataklizmem pod tytułem
Elektra. Daje mu ocenę jeden z sześciu za muzykę i kilka ciekawych scen. Jeśli tak mają wyglądać kolejne ekranizacje komiksów, to apeluje o poniechanie dalszych prób profanacji Dzieci Jedenastej Muzy...
Ps. Na samym końcu filmu między dwoma bohaterami wywiązuje się dialog:
- Zwróciłaś mi życie...
- Ty mi również...
Co sąsiad recenzenta kwituje: "Wszystko pięknie, ale kto mi zwróci pieniądze za bilet?"
Tytuł: Elektra (
Elektra)
Reżyseria: Rob Bowman
Scenariusz: Henry Bean, Raven Metzner, Zak Penn, Stu Zicherman
Obsada: Jeniffer Garner (Elektra Natchios), Will Yun Lee (Kirigi), Kirsten Prout (Abby Miller), Goran Visnjic (Mark Miller)
Muzyka: Różni wykonawcy
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2005
Czas projekcji: 96 minut
Ocena:
1 / 6
Waszym zdaniem...