16-03-2005 23:40

Constantine

Egzorcyzmujesz - nie pal
Autor: Piotr 'Rebound' Brewczyński

Constantine Nie ulega wątpliwości, że komiksowe tytuły takie jak Spider-Man, X-men, Hulk czy wreszcie Elektra nie pretendują do miana filmów poważnych i skłaniających do refleksji. Nie mają też wiele wspólnego z horrorami - miast straszyć, mają za zadanie raczej bawić widza niezbyt skomplikowaną fabułą i feerią efektów specjalnych. Dodanie do komiksu z wydawnictwa Marvel otoczki psychologicznej może skutkować tylko sztucznym "pogłębieniem" postaci i co za tym idzie - narażeniem filmu na nieprzychylne recenzje ze strony tej części publiczności, która nie gustuje w naiwnych, przepełnionych truizmami dialogach. Nie trzeba chyba dodawać, że ta część jest dość znacznych rozmiarów.

Ale oto w kinach pojawia się ekranizacja Hellblazera - komiksu wydanego przez DC Vertigo, które wsławiło się wypuszczeniem na rynek takich tytułów jak Sandman czy Kaznodzieja. Fani tego wydawnictwa wiedzą, co można znaleźć w firmowanych jego logiem albumach. Obrazoburcze treści, "zabawa" z religią, brutalne sceny - to dla Vertigo chleb powszedni, ale bynajmniej nie czerstwy. Jak to wygląda w filmowym wydaniu Hellblazera, noszącym prosty tytuł Constantine?

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

Zacznijmy od fabuły. Schemat niby ograny - oto niejaki John Constantine obdarzony jest darem Wzroku. Widzi to, co zwykli śmiertelnicy znają tylko z Biblii - agentów Nieba i Piekła, którzy od tysiącleci toczą spór o ludzkie dusze. Powód konfliktu nie jest Constantine'owi znany, choć jako pragmatyk uważa on, że może nim być chociażby coś tak głupiego, jak zwykły zakład. John jednak nie walczy z wysłannikami piekieł z czystego altruizmu, a z pobudek zgoła przeciwnych. Jako samobójca, który przez przypadek wrócił z Piekła, chce wykupić od boskich sił bilet do Nieba. Mocy jego wysiłkom dodaje prosta prawda, że nikt nie chce trafić do więzienia, do którego sam skierował większość osadzonych. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że John jest śmiertelnie chory - ma raka płuc. Jak widać, sytuacja nie należy do komfortowych ale sama w sobie jest pewnym novum. Główny bohater nie jest nieskazitelnym obrońcą sprawiedliwości, a egoistycznym draniem, który tylko z konieczności robi to, co robi. Przekona się o tym na własnej skórze pewna kobieta, której siostra bliźniaczka zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak łatwo się domyślić, ta sprawa doprowadzi głównego bohatera do grubszej afery, w którą zamieszani są nie tylko piekielni agenci, ale także sama "góra", a ściślej mówiąc - Dół.

Prezentacja tych wszystkich wątków przebiega bardzo sprawnie. Dla konesera filmów z "wyższej półki" fabuła może prezentować się niezbyt okazale, ale dla kogoś, kto przyszedł na film po to, żeby obejrzeć kawałek dobrego kina akcji, będzie na poziomie co najmniej zadowalającym. Pozytywne wrażenie pogłębiają efekty specjalne, które w paru momentach naprawdę wbijają w fotel (odłamki szkła w szpitalu w tej klasyfikacji zdecydowanie prowadzą). Co może dziwić, w filmie wcale nie strzela się dużo i na dobrą sprawę ma miejsce tylko jedna większa potyczka. Constantine woli raczej salwować się ucieczką, by potem uderzyć raz a dobrze i z zaskoczenia.

Nie fabuła jednak zasługuje na największą uwagę, a kreacja niektórych postaci - i o dziwo nie mówię tu wcale o głównym bohaterze i kobiecie, która mu towarzyszy. Prawdę mówiąc, Reeves nie spisał się jakoś specjalnie w roli Johna Constantine'a, choć trzeba przyznać, że jak nikt "fizycznie" pasuje do tej roli - chociażby z racji specyficznej urody, ułatwiającej odgrywanie chorego na raka płuc. Z kolei pani Rachel Weisz, grająca Angelę i Isabel Dodson, odtwarza swoją rolę najgorzej ze wszystkich zgromadzonych w filmie aktorów. Jej twarz, znana z takich filmów jak cykl o Mumii, czy Reakcja Łańcuchowa (w której również występowała u boku Keanu Reevesa), nie pasuje do roli poważnej pani detektyw i nieco psuje jej wizerunek. Na oklaski na stojąco zasługują za to Tilda Swinton (grająca Gabriela. Tak - TEGO Gabriela) oraz Peter Stormare wcielający się w rolę... Szatana, którego John określa przemiłym zdrobnieniem "Lu". Tilda Swinton, z racji bardzo specyficznej urody, idealnie wpasowuje się w ciało aseksualnego anioła - i jest to jak najbardziej komplement. Wszystko, od nieznacznych gestów aż po uczesanie, sprawia, że Gabriel jest postacią na długo zapadającą w pamięć. Podobnie jest z Lucyferem - panem piekieł ubranym w nienagannie skrojony, biały garnitur, ale z bosymi stopami ociekającymi smołą. Dla tych dwóch postaci (które na dobrą sprawę mają swoje "5 minut" dopiero pod koniec filmu) naprawdę warto zobaczyć Constantine.

To jednak nie wszystko. Do niewątpliwych atutów filmu należą również wstawki humorystyczne, których jest naprawdę sporo. Ponadto trzy z nich zasługują na umieszczenie w kanonie - są to kolejno: wskazanie kierunku przez Johna, charakterystyczny gest tegoż (w zwolnionym tempie i z chórem anielskim w tle), gdy wywija się ze szponów Lucyfera oraz motyw z gumą do żucia. I ponownie, te dwa ostatnie elementy zobaczymy pod sam koniec filmu - kolejny powód, by dosiedzieć do końca.

Jest jednak w Constantine parę błędów. Kardynalnym, acz prawdopodobnie wynikającym z ograniczeń czasowych, jest potraktowanie po macoszemu wątków bardzo wielu postaci pobocznych. Większość z nich pojawia się dosłownie na chwilę, by w następnej sekundzie zniknąć, przeważnie na skutek niezbyt przyjemniej śmierci. Szkoda, bo po raz kolejny mamy w komiksowej ekranizacji do czynienia ze zmarnowanym potencjałem fabularnym dużej liczby postaci drugoplanowych. Drugą rzeczą jest fakt, że nawet w tym tytule nie udało się uniknąć płytkich dialogów i gestów zakrawających na pierwszej próby kicz. W większości są one niestety "zasługą" głównego bohatera.

Co jednak znamiennie, reżyser nie zrobił tego, co najprawdopodobniej popsułoby cały film. O czym mowa? Nie chcę tutaj zdradzać - powiem tylko, że na pewno będziecie wiedzieć, kiedy już obejrzycie ten obraz.

O ile w ogóle obejrzycie. Ja jednak z całego serca polecam Constantine. Jest to kawałek dobrej, filmowej roboty, na który równie dobrze można pójść z kumplami, jak i z dziewczyną czy chłopakiem. Ważne jednak jest, byście nie oczekiwali "nie wiadomo czego" - Constantine to ekranizacja komiksu i jako taka, spełnia swoją rolę znakomicie. Zawiodą się natomiast ci, którzy szukać będą w filmie głębszej treści, rozwijającej zagadnienie odwiecznej walki Dobra ze Złem i skrzywionej moralności. Constantine nie jest, wbrew niektórym, niezbyt trafionym określeniom, thrillerem teologicznym. Jest za to pierwszej klasy filmem akcji z wątkami fantastycznymi i w tej kategorii z czystym sumieniem daję mu 4 z ogromnym krzyżem... Tfu! Plusem.

Tytuł: Constantine (Constantine)
Reżyseria: Francis Lawrence
Scenariusz: Frank A. Cappello, Kevin Brodbin, Mark Bomback
Obsada: Keanu Reeves, Rachel Weisz, Peter Stormare, Tilda Swinton
Muzyka: Różni wykonawcy
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2005
Czas projekcji: 121 minut

Ocena: 4 / 6




Waszym zdaniem...

DarkMiagi
Szczerze mowiac...
Ocena:
0
(+1) [troll]
... film jest bardzo luzno powiazany z komiksem. Constantine nie byl Amerykaninem, mial blond wlosy, (czepiam sie :) a akcja Hellblazera toczy sie glownie na wyspach brytyjskich. Constantine wykorzystuje jedynie pewne watki komiksu i sklada je w dosc przyjemna calosc. Trzeba jednak pamietac, ze to raczej wersja "lite" komiksu :)
17-03-2005 12:16
~Doman

Użytkownik niezarejestrowany
Guma do żucia
Ocena:
0
(+1) [troll]
hmm... jeśli chodzi o samą scenę z gumą do żucia to moim skromnym zdaniem włąśnie nie powinno jej być bo psuje klimat - ale o tym przekonają się osoby które obejrzą film. :-)
Mimo to uważam, że film jest bardzo dobrze zrobiony. Szkoda tylko, że klimat z pierwszej połowy filmu nie utrzymuje się w drugiej ale są to szczególiki. Film jest wart polecenia zarazem tym ktorzy znają komiks jak i tym którzy go nie znaja zupełnie.
17-03-2005 12:35
axquan
Racja
Ocena:
0
(+1) [troll]
film jest naprawdę dobry. Nie jest to może pierwsza część Matrixa, czy Władca Pierścieni, ale potrafi przykuć człowieka do fotela na te dwie godziny.
17-03-2005 12:50
Wojteq
Ocena:
0
(+1) [troll]
DarkMiagi amerykaninem podobno Constantine został z powodu obaw Reevesa ze nie da rady zagrać anglika. :-)

Scena z gumą jest najlepszym momentem filmu. Pozostawia uczucie totalnego zaskoczenia, przez co film na dłużej zapada w pamięć. Klimatu juz nie psuje - wszak to końcówka filmu jest.!!!!
17-03-2005 13:52
~Furiath

Użytkownik niezarejestrowany
nic dodać nic ująć
Ocena:
0
(+1) [troll]
Podpisuję się pod opinią Rebounda. Luźny film, dobra zabawa, do zaliczenia na raz i starczy.
17-03-2005 14:48
~MK

Użytkownik niezarejestrowany
łot?
Ocena:
0
(+1) [troll]
Jaka akcja z gumą bo widziałem film i jakoś mi to umknęło
17-03-2005 17:32
Rebound
Heh.
Ocena:
0
(+1) [troll]
Widać jakoś nieuważnie oglądałeś, bo akcji z gumą nie da się przeoczyć (jest tuż przed napisami końcowymi).
17-03-2005 18:15
Rincewind
Ocena:
0
(+1) [troll]
Jest jest, trzeba przyznać kino akcji pierwszej kategorii
18-03-2005 19:39
neishin
moje trzy szlugi
Ocena:
0
(+1) [troll]
Mnie Constantine rozwalił, rozłożył na łopatki, pobił i oślepił. Tak, wiem, że to nie jest ambitne dzieło, to nawet nie jest kino lekko wysokich lotów, ale jednak. Film po prostu idealnie wstrzelił się w moje preferencje. Gdyby powstał system na Constantine (wiem, Hellblazer, ale nie czytałem, więc wypowiem się tylko o filmie) to na pewno bym go nabył i prowadził. Oczywiście wszystko pod warunkiem, że twórcy nie spapraliby kosmologii i nie poszli na łatwiznę.
P.S. Tak, lubię też ambitne filmy, ostatnio zachwyciły mnie Bardzo długie zaręczyny.:>
20-03-2005 20:49
~Pietia

Użytkownik niezarejestrowany
Pierwszy film od dluzszego czasu
Ocena:
0
(+1) [troll]
(z tych widzianych przeze mnie of kors), ktory nie byl tylko pokazem efektow specjalnych. On ma jakis scenariusz ;-) Jak rzadko kiedy, zgadzam sie z recenzja - ale widze jeden brak: niemozebnie wrecz dobra byla scena ostatniego namaszczenia :-))
21-03-2005 08:30
Arisu
kaczuszka
Ocena:
0
(+1) [troll]
A ja się będę upierać, że najlepsza była kaczuszka :-)

Poważnie to po prostu dobry film, dobra rozrywka i genialny Dżibryl z Lampką :-)
26-03-2005 21:41
~artur nawrot

Użytkownik niezarejestrowany
constantine
Ocena:
0
(+1) [troll]
czesc chlopaki
moze ktos ma constantina do udostempnienia
20-04-2005 18:57
~naimad

Użytkownik niezarejestrowany
A mnie się nie podobało :P
Ocena:
0
(+1) [troll]
No cóż, a mnie się film nie podobał. Keanu Reeves do roli Constantine'a niby pasuje (choć w komiksie z tego co pamiętam był to odziany w zielony garnitur anglik, a nie elegancki obywatel usa), ale niczego specjalnego nie pokazuje. Poza tym jak słusznie autor recenzji wspomniał, wiele postaci zostało potraktowanych troszkę po macoszemu. Ostatecznie, efekty specjalne mimo iż robią dobre wrażenie, dziełem sztuki nie są. Ale znalazłem tez w obrazie wiele zalet, np.doskonałe kreacje tildy swinton oraz petera stormare'a, a także wspaniałą wręcz wizję piekła... w Constantine królestwo diabła zostało przedstawione w doskonały sposób. Film nie jest zły, ale nie ukrywam, że się zawiodłem. Moja ocena 5/10.
31-01-2006 08:19






Konto Polter Plus
Wygraj tablet!
Star Wars Uniwerse, Gwiezdne Wojny

Konkurs

Blogują

28 V :: .M. :: Magia Pany (14)
28 V :: Vermin :: (BT) IQ Twist (0)
27 V :: zegarmistrz :: Jak czytać wypowiedzi PR... (9)
27 V :: cezarynight7 :: Aasimar (9)
27 V :: Bortasz :: Pieniądzę. Czy z tego powodu... (13)
27 V :: Amdir :: Krypta (10)
27 V :: zigzak :: Clarke, magia i RPG (164)

Na forum

Odpowiedzi: 38
Ostatni post: milenka22
Odpowiedzi: 18
Ostatni post: milenka22
avatar Odpowiedzi: 20
Ostatni post: krokodylek
Odpowiedzi: 16
Ostatni post: polterka
Odpowiedzi: 7
Ostatni post: polterka

Najaktywniejsi

avatar
1. New_One
567 pkt.
avatar
2. Fiszer
326 pkt.
avatar
3. earl
63 pkt.
avatar
4. Scobin
61 pkt.
avatar
5. Lulami
43 pkt.
avatar
6. Bortasz
25 pkt.
avatar
7. repek
18 pkt.
avatar
8. Saya
14 pkt.
avatar
9. luke.orlowsky
11 pkt.
avatar
10. Andman
3 pkt.
» Więcej o punktach

Facebook